O NAS

START
Strona główna
Co nowego
Ważne daty
Komunikaty
Statut Klubu
Rada Nadzorcza

KONTAKT

Napisz do nas
Księga gosci

LISTA KLUBOWICZÓW

Zapisz się
Lista Klubowiczów
Zgłoszenia odrzucone-01.2017
Zgłoszenia odrzucone-02.2017
Zgłoszenia odrzucone-03.2017
Zgłoszenia odrzucone-04.2017
Zgłoszenia odrzucone-05.2017
Zgłoszenia odrzucone-06.2017
Zgłoszenia odrzucone-07.2017
Zgłoszenia odrzucone-08.2017
Zgłoszenia odrzucone-09.2017
Zgłoszenia odrzucone-10.2017
Zgłoszenia odrzucone-11.2017
Zgłoszenia odrzucone-12.2017

PIOSENKI REZERWY

Piosenki rezerwy

O WOJSKU

Polecamy serial
Sondaż
Z czym do NATO
O Kawalerii raz jeszcze
Misje wojskowe
Na papierze
Kryptonim JW
Historia SPR-ów
Linki wojskowe
Jak przeżyć armię

Skąd się biorą trepy?

Wstęp

Materiały Rezerwistów

Wstęp
- Janusz Kłosowski
- Robert Hes
- Tadeusz Pochopień
- Mirosław Rus
- Andrzej Iwankiewicz
- Ireneusz Mitko
- Dariusz Kiełbowicz
- Filip Tyszka
- Marek Kamiński
- Krzysztof Chmielewski
- Piotr Wentlandt
- Adam Trębacz
- Wojciech Wnęk
- Karol Daniec
- Ryszard Jastrzębski
- Andrzej Czeczot
- Ryszard Jastrzębski

i nie tylko Rezerwistów

Mieczysław
Stanisław Kaczmarczyk
DOCENT
Vladislav Lojek

Fotogalerie

WSO Wrocław
więcej >>>

Napisali o nas

My koledzy z wojska

Ze strony MON-u

-

Statystyka

 

 

 

Copyright 1999-2017 by
Rezerwa
Wszelkie prawa zastrzeżone
ISO 8859-2
Aktualizowane: 02.01.2017 r.

Ryszard Jastrzębski


Ryszard Jastrzębski
„Zapalić Jupitery!" - krótki epizod z życia kompanii sprzed 42 lat.

Który to mógł być rok? Na pewno 1966. Tak, to ten czas. Socjalistyczna Polska, Układ Warszawski, a w nim osadzona jednostka wojskowa nr.1551. Okolona ceglanym murem, umiejscowiona paręset metrów za cmentarzem miejskim przy drodze wylotowej do Kalisza. Niedaleko położona stacja kolejowa Sieradz, z dwoma peronami i budynkiem stacyjnym z ciemnej czerwonej cegły i górującą wieżą ciśnień. Jest godzina 2005. Wraz z Czesiem Kaczorowskim, kolegą znanym jeszcze ze szkolnej ławy, wracamy z jednodniowej przepustki. Wracamy chyłkiem niedozwolonym skrótem wzdłuż torów kolejowych. W powietrzu ciągle ten sam charakterystyczny zapach roznoszący się z pobliskiej gorzelni. Jeszcze tylko skręt na pobliski cmentarz i oddanie honorów przy grobach żołnierzy września 1939. Nikt nam tego nie kazał robić, nie było takiego rozkazu. Jednak w sercach czuliśmy, że jest to nasz obowiązek.

-Cześć ptaszki! wrzasnął uradowany kapral Piotr Gołdyń gdy tylko zobaczył nas w drzwiach kompanii. Myślałem, że zalejecie wasze mordy i będę miał tylko z wami kłopot. Piotrek kończył właśnie pełnienie służby podoficera dyżurnego kompanii, a ja właśnie miałem po nim tę służbę przejąć.

-No co ty! My? Nigdy! Przecież nas znasz.

Z Piotrkiem i Cześkiem znaliśmy się jak stare łyse konie. Kilka miesięcy temu skończyliśmy razem Podoficerską Szkołę Łączności i uzyskaliśmy stopień starszych szeregowców. Ten fakt uczciliśmy solidną popijawą w restauracji „Zamkowa”. Następnego dnia skierowani zostaliśmy do drugiej kompani Pułku Radioliniowo-Kablowego. Rozkazem Dowódcy Jednostki, Czesław objął stanowisko pisarza kompanijnego, Piotr – specjalistę do spraw  radiostacji, natomiast ja mianowany zostałem dowódcą drużyny i pomocnikiem dowódcy plutonu.

- Wiecie co? Ściszając głos powiedział Piotrek. Chodzą słuchy, że dziś w nocy „Palant” szykuje nam alarm lotniczy. „Palantem” nazywaliśmy dowódcę naszego plutonu, bardzo barwną postać. Oficer, kapitan potężnej postury o wzroście około dwumetrowym, który w chwili uniesień stojąc przed szeregiem wojska przemowę do nas rozpoczynał w te słowa: Umiłowani w Chrystusie Panie!, żłoby, wyrzutki, palanty z zaropiałym okiem! Łajzy, pijusy i poeci! Jak ja was nienawidzę i kocham jednocześnie!  Dołączał do tego cały arsenał groźnych i śmiesznych min oraz różnego rodzaju póz i spojrzeń. Żołnierskie bractwo bało się go trochę i wolało na szelki wypadek schodzić mu z drogi.

-Mówisz, że "Palant" planuje nocny alarm? Na moim dyżurze? upewniałem się. A co chłopaki na to?

Piotr uśmiechając się tajemniczo odpowiedział: - Będą silni, zwarci i gotowi.

Godzina 2130. Zarządzam apel wieczorny. Sprawdzam obecność, czystość i ustalam zajęcia na jutro.

Godzina 2200. Ogłaszam capsztyk i gaszę wszystkie światła. Zapalam na korytarzu ciemno-niebieskie lampy nocne.

O godzinie 2230 zdaję raport oficerowi dyżurnemu. Rozmowy dawno ucichły i słychać tylko odgłosy równomiernych oddechów śpiących kolegów. Siadam przy stoliku, rozpinam mundur, poluźniam pas i spokojnie zaparzam sobie kawę. Włączam cicho radio i przez okno spoglądam na nocny cichy Sieradz. Siadam wygodnie w fotelu kładąc nogi na drugi fotel. Rzut okiem na korytarz. Kompania śpi. Jest fajnie. Cisza, spokój, relax. Oczy się kleją i powieki z wolna opadają. Rzut oka na zegar. Jest 315. Raptem z odrętwienia podrywa mnie głos: - Podoficer! Zrywam się z fotela. Przede mną majaczy duża znana postać. Otrzeźwiałem. O k..wa! „PALANT”.  Ogłoście alarm lotniczy! –słyszę syczący głos i widzę diabelski wyraz twarzy z szelmowskim uśmiechem. Wyprężyłem się jak struna i z całą mocą ryknąłem w głąb korytarza: KOMPANIA POWSTAŃ – ALARM!!!  - Cisza, nic się nie dzieje. Grymas zawitał na twarzy naszego dowódcy. Wyszedł na środek korytarza i stanął w rozkroku zakładając z tyłu ręce. Odwrócił się, spojrzał na mnie wymownie i syknął: Podoficer, czy tu k..wa znajduje się jakieś wojsko?  I nagle po chwili ciszy wybuchł gwar zmieszany z tupotem wojskowych butów. Jak na komendę, ze wszystkich sal na korytarz wylała się lawa ludzkich ciał. W ciemnym niebieskim świetle w wielkim pędzie, wypełniając całą szerokość korytarza przetaczała się masa zielonych mundurów. Z pochylonymi, połyskującymi hełmami tocząca się masa przypominała swoim wyglądem spęd byków w Pampelunie.

Z toczącym się hukiem cała ta masa skierowała się do drzwi zbrojowni, przy których stał nasz dowódca. Kapitana wyprostowało. Zaczął się miotać od ściany do ściany, chcąc zejść z drogi nadchodzącej lawinie. - Podoficer, ZAPALIĆ JUPITERY! – wrzasnął. Pędzące czoło lawiny ludzkiej było tuż, tuż. ZAPALIĆ JUPITERY! -wrzasnął ponownie. I w tym momencie wielka postura naszego dowódcy znikała w ogólnym tumulcie. Rozpędzona masa zmiotła będącego na swej drodze biednego dowódcę. Setki nóg tratowało mundur oficerski, dopóki ostatni z szeregu nie zniknął za drzwiami zbrojowni. Stałem jak zamurowany. Nastała cisza. W połyskliwym ciemnym świetle, z podłogi  powoli chwiejąc się na boki wstawał „Palant”.  Nie patrząc na mnie, kulejąc doszedł w róg korytarza i schylił się po czapkę. Zaczął nią otrzepywać spodnie i marynarkę munduru. Rękawem wypolerował orzełka. – Dlaczego nie zapaliliście jupiterów? Zapytał. Milion myśli przeleciało mi przez głowę. Jakie jupitery? Nie mam pojęcia gdzie są schowane jupitery. Jestem tu już przeszło rok, a nikt nie pokazał mi żadnych reflektorów!

 – Dlaczego nie zapaliliście jupiterów! – teraz wrzasnął. Musiałem coś szybko odpowiedzieć. Patrząc mu w oczy wypaliłem: Podpier....li obywatelu kapitanie!

„Palant” stał przez chwilę bez słowa, po czym odsunął mnie i doszedł do szafki zawieszonej nad stolikiem dyżurnego. Otworzył drzwiczki. Spojrzałem mu przez ramię. Moim oczom ukazały się dwie lampy naftowe. „Palant” wziął ostrożnie jedną z nich. Odwrócił się wolno do mnie i bez słowa podniósł ją do wysokości oczu. Podsunął spokojnie lampę pod nos. Trwało to krótką chwilę. I nagle z szybkością błyskawicy wywinął młynka i lampa z całą siłą wylądowała na moim hełmie. Rozległ się brzęk stłuczonego szkła i buchnął zapach rozlanej nafty. W ręku „Palanta” została jedynie rękojeść. Rzucił ją w głąb korytarza i ocierając dłoń o dłoń powiedział już spokojnie: Odwołajcie k..wa mać alarm! Nacisnął czapkę na uszy i wyszedł. Nastała cisza. Zdjąłem hełm pachnący naftą. Powoli otworzyłam drzwi zbrojowni. Chłopcy stali w środku w pełnym uzbrojeniu czekając w napięciu na sygnał. Łamiąc ustalone regulaminem wydawanie rozkazów powiedziałem:

- No dobra chłopaki, koniec alarmu. Wyszedłem na korytarz. Fragmenty porozbijanej lampy walały się po podłodze. Zacząłem zamiatać i zbierać szkło. Pod krzesłem zauważyłem pognieciony korpus lampy. Gdy chciałem wyrzucić go do kosza, zabłysnął mi przed oczami wytłoczony na nim napis: Spółdzielnia Pracy „JUPITER”.

Tekst został zamieszczony za zgodą autora, za co serdecznie dziękujemy.
Aktualizowane: 26 stycznia 2008 r.

Kopiowanie tekstów i zdjęć zamieszczonych na stronach Klubu Rezerwistów Wojska Polskiego w celach komercyjnych, 
w celu publikacji w innych serwisach bądź na innych stronach internetowych 
bez zgody autorów lub władz Klubu jest ZABRONIONE.