O NAS

START
Strona główna
Co nowego
Ważne daty
Komunikaty
Statut Klubu
Rada Nadzorcza

KONTAKT

Napisz do nas
Księga gosci

LISTA KLUBOWICZÓW

Zapisz się
Lista Klubowiczów
Zgłoszenia odrzucone-01.2017
Zgłoszenia odrzucone-02.2017
Zgłoszenia odrzucone-03.2017
Zgłoszenia odrzucone-04.2017
Zgłoszenia odrzucone-05.2017
Zgłoszenia odrzucone-06.2017
Zgłoszenia odrzucone-07.2017
Zgłoszenia odrzucone-08.2017
Zgłoszenia odrzucone-09.2017
Zgłoszenia odrzucone-10.2017
Zgłoszenia odrzucone-11.2017
Zgłoszenia odrzucone-12.2017

PIOSENKI REZERWY

Piosenki rezerwy

O WOJSKU

Polecamy serial
Sondaż
Z czym do NATO
O Kawalerii raz jeszcze
Misje wojskowe
Na papierze
Kryptonim JW
Historia SPR-ów
Linki wojskowe
Jak przeżyć armię

Skąd się biorą trepy?

Wstęp

Materiały Rezerwistów

Wstęp
- Janusz Kłosowski
- Robert Hes
- Tadeusz Pochopień
- Mirosław Rus
- Andrzej Iwankiewicz
- Ireneusz Mitko
- Dariusz Kiełbowicz
- Filip Tyszka
- Marek Kamiński
- Krzysztof Chmielewski
- Piotr Wentlandt
- Adam Trębacz
- Wojciech Wnęk
- Karol Daniec
- Ryszard Jastrzębski
- Andrzej Czeczot
- Ryszard Jastrzębski

i nie tylko Rezerwistów

Mieczysław
Stanisław Kaczmarczyk
DOCENT
Vladislav Lojek

Fotogalerie

WSO Wrocław
więcej >>>

Napisali o nas

My koledzy z wojska

Ze strony MON-u

-

Statystyka

 

 

 

Copyright 1999-2017 by
Rezerwa
Wszelkie prawa zastrzeżone
ISO 8859-2
Aktualizowane: 02.01.2017 r.

Stanisław Kaczmarczyk - Wojsko w Kanadzie

Wojsko w Kanadzie
Fotogaleria

 
Wstąpiłem do wojska z czystej ciekawości 
- chciałem zobaczyć, czy mogę przez to przejść, zatem nie tylko z powodów finansowych ...

Wojsko w Kanadzie jest tylko i wyłącznie profesjonalne. Do tego typu służby, gdzie się nająłem na pół etatu, idą właśnie głównie studenci i ludzie potrzebujący kasy na opłacenie szkoły - nie dość ze zarobią, to jest to również fajna wzmianka w życiorysie zawodowym. W Kanadzie bowiem, a szczególnie w Stanach, pracodawcy bardzo cenią sobie ludzi ze służbą wojskową. Odbycie służby wojskowej nieco ułatwia znalezienie pracy.

A teraz do sedna sprawy: jak to wyglądało - otóż trening jest dość ciężki ale człowiek ma zawsze w świadomości zakodowane, że mu za to płacą i dlatego są takie wymagania jakie są.

Cała służba podzielona jest na fazy:
QL1 - rejestracja i inna papierkowa robota
QL2 (20 dni) - najbardziej podstawowy trening wojskowy, czyli musztra, obsługa broni personalnej, sprawy teoretyczne jak obrona przeciwchemiczna, regulamin i inne pierdułki
QL3 bardziej wyspecjalizowany kurs (12 tygodni), gdzie wszyscy są szkoleni według swojego rzemiosła (czyli piechoty, artylerii, itp). Ja byłem w piechocie.
QL4 i w wzwyż - to już kursy bardzo specjalistyczne takie jak desant, rozpoznanie itp.

Różnice miedzy metodami szkolenia są ogromne. Po pierwsze - nie ma podziału na kotów i dziadków, bo wszyscy w jednostce, oprócz instruktorów, są kotami. Jedynymi osobami które cię gnębią i poniewierają są twoi przełożeni. Pierwszy smak wojska poczułem zaraz przy treningu musztry (pierwszy raz w życiu słyszałem za ktoś się tak głośno może wydzierać), w ten sposób na "dzień dobry" zafundowano nam 12 godzin musztry po których wyciskałem krew ze skarpet. Pierwsze dni zawsze są ciężkie jako, że z jednostki można odejść w każdej chwili i w ten sposób wyplewia się słabych, którzy nie mogą dotrzymać tempa. Poza tym cały trening jest nastawiony na pracę zespołową i było nam szybko dane do zrozumienia, że samemu nie da się nic zrobić.

W każdym razie cały dzień wyglądał mniej więcej tak:

  • pobudka o 5 rano i rozruch: Mieliśmy przesrane, bo sierżant który nas szkolił stawał się w wolnych chwilach maratończykiem. Zwykle fundował nam bieg albo szybki marsz z ekwipunkiem na 5, a później na 14 km, albo bieg przez tor przeszkód. Większości przeszkód nie dało się przejść samemu zatem współpraca zespołowa odgrywała tu wielką rolę.

  • inspekcja 6.40: W tej fazie nie była ciężka i polegała tylko na sprawdzeniu sprzętu osobistego. Pierwszy kurs bowiem odrabiało się w weekendy a spaliśmy w śpiworach.

  • o 7 śniadanie (jedzenie było zawsze bardzo dobre i w dowolnej ilości)

  • zajęcia i o 12 lunch: Na początku była to cały czas musztra, potem również zajęcia teoretyczne i praktyczne*

  • kolacja Dzień się kończył o dziesiątej (w nocy, co godzinę była zmiana warty z resztą plutonu) 

Po ukończeniu QL2, trzasnęliśmy paradę i czekaliśmy na termin wywózki na QL3. QL3 - w zasadzie jeden z trudniejszych kursów. Jeżeli byłeś w piechocie, to średnia snu wynosiła 3 godziny. Resztę doby byłeś zawsze w ruchu. I tu zaistniała największa zmiana. Rozdział dnia był w zasadzie taki sam, ale do inspekcji wchodziło absolutnie wszystko, łącznie z rejonami. W grę wchodziła też praca zespołowa, bo trzeba było się tak zorganizować, żeby ze wszystkim zdążyć w pól godziny. Do rozruchu porannego znowu nie mieliśmy szczęścia, bo trafił się nam jakiś sportowo nawiedzony, który nas codziennie gnębił biegami ... dystans 8-10 km. We wtorki i czwartki -tor przeszkód, a w piątki marsze. Spaliśmy na piętrowych łóżkach i niekiedy trzeba było dokonać nie lada wyczynów, aby zasłać pościel i koce według standardów (szczególnie gdy dostało się przykrótki koc). Wszyscy w danym pokoju musieli mieć dokładnie tak samo poukładany ekwipunek, ubrania. Wyrabiało to oczywiście pracę zespołową, bo przepisy na temat składowania nie były ścisłe właśnie dlatego, żeby pluton jak najszybciej się porozumiał i zgrał. Po inspekcji jak zwykle śniadanie (7:00), zajęcia do 12, lunch, potem znowu zajęcia i kolacja o 5.. Po zakończeniu części teoretycznej przeszliśmy na poligon (po pierwszych 4 tygodniach). Przez pierwszy tydzień strzelnica, gdzie strzelaliśmy z każdej broni dostępnej w piechocie. Z mojego C9 (czyli podrasowanego M16) wystrzeliwałem dziennie 20 magazynków, po 30 sztuk w każdym. Ćwiczyć trzeba było, bo na egzaminie strzeleckim trzeba było ustrzelić co najmniej 60 z 90.

Następnie rkaemy (na osobę przypadały po dwie taśmy) oraz inna broń, jak Thompson 9mm (pistolet) i C6 (średni kaem 7.62) a także granaty i bron przeciwpancerna. Potem były również inne zajęcia poligonowe z survivalu, nawigacji, gazu, map, a na końcu z fortyfikowania i okopów (wykopaliśmy wtedy bunkier). Poligon odbywał się z przerwami -na trzy tygodnie w terenie -jeden tydzień w koszarach. Tam nas podszkalano teoretycznie i z powrotem do lasu. Przedostatni tydzień był najgorszy (ten w okopach). Spadł deszcz i zalał nas prawie do pasa, a w okopach trzeba było siedzieć cały czas w tej bryi. Ale za to w ostatnim tygodniu przełożeni za nasz wkład w trening zafundowali nam balangę. W ostatnim tygodniu nie było też inspekcji.

Po zakończeniu QL3, miałem dość kasy żeby zapłacić za rok uniwersytetu (zarobiłem około 4.300 dolarów kanadyjskich), i pożegnałem się ze swoja jakże szumną karierą wojskową. Musze powiedzieć, że momentami było naprawdę ciężko, ale wspominam cały trening jako całkiem fajny i przy którym naprawdę można się sprawdzić i dużo nauczyć.

Pochodzę z Krakowa. Do Kanady wyjechałem z rodzicami w 1989 roku. W tej chwili zaczynam 2 rok informatyki, ćwiczę kung-fu, dużo żegluję w Polsce, bawię się animacją na 3D Studio.

Stanisław Kaczmarczyk

Tekst został zamieszczony za zgodą autora, za co serdecznie dziękujemy.
Aktualizowane: 23 stycznia 2001 r.

Kopiowanie tekstów i zdjęć zamieszczonych na stronach Klubu Rezerwistów Wojska Polskiego w celach komercyjnych, 
w celu publikacji w innych serwisach bądź na innych stronach internetowych 
bez zgody autorów lub władz Klubu jest ZABRONIONE.